≡ Menu

„Gdybym był bogaty…”

prometheus-fountain-844273_640

Gates, Buffett i Rockefeller, niekoniecznie w podanej kolejności, to nazwiska które kojarzą mi się nie tylko z ogromnymi fortunami, ale także z szeroką skalą działalności dobroczynnej. To co odróżnia ich od niektórych innych miliarderów, chociażby od nowego prezydenta USA, to fakt, że nie robią tego (w przypadku Johna D. Rockefellera za pośrednictwem kolejnych pokoleń) z zimnej kalkulacji, powodów wizerunkowych, a może nawet podatkowych. Z tego co czytałem, z wypowiedzi i biografii, ta chęć płynie z ich wewnętrznego przekonania o potrzebie pomagania innym, o potrzebie zwrócenia światu tego co otrzymali od życia oraz świadczy o dystansie do bogactwa, co nie jest aż tak często spotykane.

Czy to jest w ogóle wiarygodne? Przecież to jasne, że nawet jeżeli taki Buffett oddał na cele dobroczynne około 30mld$ to nadal jest nieprzyzwoicie bogaty i o ile na papierze ubyło mu majątku, a nawet spadł na trzecie miejsce w rankingu Forbesa, to w życiu codziennym tego nie odczuje. Tak to prawda, ale nadal oddał darmo 1/3 swojego ciężko zarobionego majątku, na który pracował całe życie. Czy każdy z nas zrobiłby to samo na jego miejscu? Wierzę, że za takimi akcjami stoi coś głębszego niż tylko snobizm bogacza i że nie każdy milioner czy miliarder podpada pod stereotyp disneyowskiego wujka sknerusa. Myślę, że często może być wręcz przeciwnie.

My zwykli ludzie, a w szczególności autorzy i czytelnicy blogów finansowych lubimy sobie myśleć o życiu słowami piosenki „gdybym był bogaty…”. Jestem przekonany, że duża część z nas jest pewna, że mając pieniądze Billa Gatesa zrobiłaby podobnie jak on zakładając wielką fundację i rozdając pieniądze na cele charytatywne. Czy ta pewność nie wynika jednak przypadkiem z faktu, że prawdopodobieństwo naszego znalezienia się na miejscu założyciela Microsoftu jest bliskie zeru?

Chętnie deklarujemy różne rzeczy warunkując je naszą zamożnością, niekoniecznie na poziomie miliardów. Ile razy słyszałem już argument, że oszczędzanie na emeryturę jest dla zamożnych. Ten co zarabia 3 tys. na rękę, myśli, że będzie odkładał pieniądze jak będzie zarabiał 6 tys. Ten co ma 6 tys. też nie odkłada, ponieważ patrzy na tego co zarabia 15 tys. O zgrozo, okazuje się, że ten co zarabia 15 tys. też nic nie oszczędza bo wszystko na coś wydaje, co nie jest w końcu wcale takie trudne. I tak dalej.

To samo jest z naszą dobroczynnością. Mówimy „gdybym ja był bogaty…” albo „niech ci co są zamożniejsi ode mnie dają, mnie nie stać”. Guzik prawda. Niezależnie od tego czy mamy 9 zer na dolarowym koncie czy jesteśmy tylko przedstawicielami polskiej klasy średniej, problem jest ten sam i tkwi w naszej ludzkiej mentalności. Nie jest to również problem wyłącznie naszych czasów, o podobnych ludzkich dylematach możemy przeczytać chociażby w Biblii.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby sprawić Wam przykrość czy żebyście mieli poczucie winy. To jest raczej zapis moich osobistych refleksji toczących się w mojej głowie od kilku lat, głównie pod moim własnym kontem. Efektem tych przemyśleń jest między innymi moje zaangażowanie w akcję „Szlachetna Paczka”, której tegoroczna edycja miała premierę w miniony weekend. Przy tej okazji chciałbym zachęcić również Was, żebyście na jeden dzień albo i dłużej stali się takimi filantropami jak wspomniani miliarderzy, tylko że na małą, osobistą skalę. Naprawdę, pomoc w skali kilkudziesięciu-kilkuset złotych jest równie ważna jak ta wielka z pierwszych stron gazet.

szlachetna_paczkaAkcja Szlachetna Paczka przemawia do mnie podwójnie. W sposób oczywisty jest skierowana do osób najuboższych, w ciężkiej sytuacji życiowej, którzy co dla mnie ważne, przeszli selekcję przeprowadzoną przez wyszkolonych wolontariuszy. Równie istotne jest także to, że akcja nie polega przede wszystkim na wpłacaniu pieniędzy (można to zrobić dodatkowo), ale przede wszystkim na robieniu bardzo konkretnych paczek dla bardzo konkretnych ludzi.

Jeżeli już zabieramy się za pomaganie, to łatwo jest kliknąć „wyślij” i zrobić przelew na konto organizacji, instytucji czy inny bardziej prywatny cel. O ile trudniej jest ruszyć swoje cztery litery, pójść do sklepu i kupić dzieciom buty, kołdrę dla starszej pani albo zamówić tonę węgla na zimę dla całej rodziny. Wszystkie prezenty musimy porządnie i ładnie zapakować i jeszcze zawieźć na miejsce zbiórki. I to mi się również podoba – taka mała walka z lenistwem i wygodnictwem (węgla oczywiście nie trzeba pakować ;)).

>>PRZECZYTAJ WIĘCEJ NA TEMAT SZLACHETNEJ PACZKI NA OFICJALNEJ STRONIE AKCJI

Miałem raz przypadkiem możliwość odwiedzenia takiej obdarowanej rodziny, ubogiej i z niepełnosprawnym dzieckiem. Chciałoby się powiedzieć słowami reklamy, że moje wrażenie z wizyty było bezcenne, ale wiecie co, ono było jednocześnie … porażające. To tak tytułem dygresji.

Warto bogacić się, inwestować, oszczędzać na emeryturę i inne cele. Warto również pamiętać o pomaganiu innym, bardziej potrzebującym, którzy znaleźli się w ciężkiej sytuacji życiowej często nie ze swojej winy. I robić to tu i teraz, a nie dopiero kiedyś w przyszłości jak już będziemy tymi bogatymi ludźmi.

(foto w nagłówku: pixabay.com/Hervejean; rzeźba Prometeusza przed Rockefeller Center)

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco z najnowszymi wpisami na blogu. Nie wysyłam spamu ani reklam!

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.