≡ Menu

III filar a kampania wyborcza

Lubię politykę. Nie cierpię słuchać większości naszych polityków. Całe szczęście, że nie mam w domu telewizji. Słucham za to dość dużo Polskiego Radia, w związku z czym chcąc nie chcąc jestem na bieżąco.

Właśnie mieliśmy apogeum słabej kampanii parlamentarnej, w której jak zwykle bardziej niż merytoryczne pomysły na pozytywną zmianę polskiej rzeczywistości, przebijają się populizm i puste slogany. Jako przykład podam politykę emerytalną.

Od polityków wiodących partii dowiadujemy się, że reformą emerytur będzie: obniżenie wieku emerytalnego, powiązanie tego wieku ze stażem pracy, ostateczny demontaż OFE albo nowy minimalny, ale gwarantowany system emerytur obywatelskich. W kategorii tych dobrych, ale niepopularnych pomysłów pada propozycja likwidacji przywilejów emerytalnych niektórych grup społecznych. I to już prawie wszystko (nie licząc poglądów pana JKM:)).

Zobaczcie, że wszystkie te programy (nawet ten pozytywny) otwarcie ignorują fakt, że prowadzą do jednej przyszłości: beznadziejnie niskiej zusowskiej emerytury. To są takie tematy zastępcze mające świadomie, bądź co gorsza nieświadomie zamieść pod dywan prawdziwy problem: biedę przyszłych polskich emerytów. Jakie to reformy skoro de facto niespecjalnie zmienią obecny stan rzeczy? Czy naprawdę ktoś wierzy w to, że będzie żyło się lepiej od tego, że opodatkujemy banki czy supermarkety i dosypiemy pieniędzy do budżetu? Mam wrażenie, że wciąż panuje u nas mentalność z poprzedniej epoki. Ma być równo, „sprawiedliwie” i biednie. Jak za komuny! Zero pozytywnych rozwiązań, zero odwagi i politycznego ryzyka, liczy się tylko utrzymanie status quo. Gdyby tak myślano w latach 90-tych nigdy nie byłoby polskiego cudu gospodarczego.

Moim zdaniem w tych debatach i dyskusjach brakuje dwóch fundamentalnych tematów: co zrobić żeby w Polsce rodziło się więcej dzieci? (na pewno nie przybędzie ich od rozdania każdemu po 500PLN) oraz jak przekonać (albo zmusić) Polaków do prywatnego oszczędzania na emeryturę? Bez odpowiedzi na te dwa pytania będziemy kręcić się w kółko tylko przyglądając się rosnącej dziurze w budżecie ZUS-u. Chyba, że uratują nas emigranci z Ukrainy, którzy masowo przyjadą tu pracować i żyć. Na tych z Syrii raczej nie mamy co liczyć.

Uczciwie należy przyznać, że pojawiają się także mniejszościowe głosy kontynuujące pomysły z debat eksperckich przeprowadzonych w ostatnim roku. Na przykład obowiązkowe Pracownicze Programy Emerytalne, gdzie część składki na III filar odprowadzałby pracodawca. Nie są one jednak w ogóle słyszane i podchwytywane przez dziennikarzy jako ważny temat dyskusji, a to przecież oni kreują zawartość w TV, radiu i internecie.

Jest jeszcze jedna rzecz, która szczególnie wkurza mnie w związku z tą niekończącą się kampanią prezydencko-parlamentarną: totalna beznadzieja na giełdzie. Politycy naprawdę nie rozumieją, że GPW to nie banda banksterów, ani że ich nieodpowiedzialne decyzje dotykają również oszczędności drobnych, ale ambitnych ciułaczy inwestujących indywidualnie, poprzez TFI, lub OFE. Pewnie to dlatego, że sami nie oszczędzają albo trzymają pieniądze pod poduszką, lub na ROR-ze.

Aby do poniedziałku!

[FM_form id=”3″]

4 comments… add one

Leave a Comment