≡ Menu

Moje propozycje w sprawie reformy IKE

Emocje po merytorycznie bezbarwnej kampanii prezydenckiej już dawno opadły. Ekipa rządząca próbuje wykonywać jakieś pozorne ruchy mające na celu ratunek swojego wizerunku, ale na niewiele się to chyba zda. Wraz ze zbliżającymi się wakacjami na ogół nadchodzi sezon ogórkowy, jeżeli chodzi o wiadomości z naszej sceny politycznej. W tym roku może być jednak inaczej, ze względu na szykowane na jesień wybory parlamentarne. Niestety znowu będziemy słuchać populistycznych deklaracji, których tak serdecznie mamy dość. Znów będą się licytować, kto zrobi ludziom lepiej i kto rozda więcej pieniędzy. Dominować będą tematy zastępcze, światopoglądowe, a mało będzie konkretów dających chociaż nadzieję na rozwiązanie podstawowych problemów Polaków. Obawiam się, że tak właśnie będzie również w obszarze polityki demograficznej i emerytalnej, która jest stale zaniedbywana i odkładana na później. Skończy się to kiedyś małą katastrofą, ale przecież kogo interesuje co będzie za 10-20 lat?

 

 Propozycje do dyskusji

Łatwo jest narzekać, a trudniej coś zrobić. Dlatego dziś postanowiłem podzielić się swoimi przemyśleniami-propozycjami na temat reformy IKE, które mogłyby zwiększyć liczbę oszczędzających na własną prywatną emeryturę.

 

1. Ograniczyć działalność towarzystw ubezpieczeniowych w zakresie oferowania polis inwestycyjnych

 

Jestem przekonany, że te firmy i ich przedstawiciele przyczyniły się do wzrostu niechęci do prywatnych programów emerytalnych. Oferując produkty skomplikowane, obłożone horrendalnymi opłatami, nie dające możliwości bezpłatnego wyjścia z inwestycji w krótkim terminie, wyrobiły w ludziach przekonanie, że odkładanie na emeryturę w prywatnej instytucji to przekręt służący tylko „bankierom” i „finansistom”.

Należy skończyć z fikcją łączenia ubezpieczenia z funduszami inwestycyjnymi. Należy zakazać pobierania opłat manipulacyjnych dla produktów emerytalnych. Należy dać klientom możliwość bezpłatnego wycofania środków w rozsądnym terminie (np. po 1 roku).

 

2. Przywrócić choć minimalną wiarę w OFE i system emerytalny ogólnie

 

Wiem, że OFE to II filar, ale po tym co stało się w zeszłym roku, wiele osób uważa, że tak samo jak z nacjonalizacją OFE, może stać się z IKE/IKZE. Te dwie rzeczy są jakoś w świadomości ludzi połączone. Pierwszym ruchem powinno być jak najszybsze podniesienie składki na OFE do minimum obiecanych 3,5% i jednoczesne potwierdzenie, że pieniądze w III filarze są bezwzględnie, politycznie bezpieczne, że państwo nie ma możliwości ich ruszenia. Drugim ruchem powinno być obniżenie do zera opłat dystrybucyjnych w OFE. Wpływy z tytułu opłat za zarządzanie, liczone od wartości aktywów są i tak ogromne. Takie ruchy poprawiłyby wizerunek prywatnego oszczędzania na emeryturę.

 

3. Uprościć konstrukcję III filaru

 

Ktoś kto tworzył IKE/IKZE myślał chyba w kategoriach minimalizacji kosztów budżetu państwa, a nie dobra oszczędzających. System jest dla przeciętnego Polaka nieprzejrzysty i skomplikowany, a przez to zniechęca. Należy połączyć dobre cechy IKE, IKZE i Pracowniczych Programów Emerytalnych, w jeden przejrzysty system z prostymi zasadami odnośnie: granicy wieku, limitów wpłat, możliwości wypłaty i transferów, korzyści podatkowych, dziedziczenia. I ma to być system, który długoterminowo opłaca się podatnikom, a nie krótkoterminowo ministerstwu.

 

4. Wprowadzić zachęty dla banków

 

Nie ulega wątpliwości, że przeważająca większość społeczeństwa powinna oszczędzać na kontach oszczędnościowych. Po prostu ogólny poziom edukacji ekonomicznej jest za słaby, żeby cały naród brał się za inwestowanie w fundusze czy akcje. Z tego właśnie względu promowane powinny być konta oszczędnościowe w bankach. Rząd powinien stworzyć zachęty dla banków, które prowadzą takie konta z oprocentowaniem na poziomie porównywalnym z promocyjnymi lokatami. Wiem, to będzie kosztowne, ale to przecież inwestycja w przyszłość naszej gospodarki, a nie bezmyślne rozdawnictwo pieniędzy.

 

5. Edukacja i promocja

 

Obecny tragiczny stan III filaru wynika z bliskiej zeru świadomości ekonomicznej młodych ludzi. Ani szkoła, ani w większości rodzice ich tego nie uczą. Czas zacząć. Kilka godzin matematyki rocznie poświęconych na praktyczną ekonomię mogłoby chociaż zasiać jakieś pozytywne ziarno w głowach uczniów. Na studiach, które przecież kończy coraz większa część społeczeństwa, mogłoby to być w formie fakultatywnego przedmiotu, sponsorowanego z budżetu państwa. Myślę, że tego typu wiadomości cieszyłyby się wśród studentów zainteresowaniem.

Drugi sposób na wzrost wiedzy i świadomości to promocja za pomocą środków masowego przekazu. To musi się odbywać na poziomie „Wiadomości” czy telewizji śniadaniowej, to powinno być połączone z konkursem z nagrodami, audiotele, tak żeby trafić do szerokiej grupy odbiorców. Wiedza o oszczędzaniu i inwestowaniu na podstawowym poziomie musi być ogólnodostępna, a państwo musi aktywnie wspierać jej szerzenie.

 

Powiedziałem, co wiedziałem. Może mój głos dotrze choć do jednej osoby, mającej choćby niewielki wpływ na kształt systemu emerytalnego i podpowie jakieś reformatorskie rozwiązanie. Reformatorskie, bo właśnie prawdziwych reform brakuje w naszym kraju i z tego min. powodu notowania ugrupowania rządzącego tak bardzo lecą w dół.

Zapisz się na newsletter i pobierz bezpłatny poradnik o dywidendach. Żadnego spamu ani reklam, tylko informacje o wpisach na blogu.

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.