≡ Menu

Coś się kończy, coś się zaczyna.

the endNormalnie o tej porze miesiąca powinien być cykliczny wpis o portfelu giełdowym, ale nic z tego i to przez dłuższy czas. Kończę pewien etap moich inwestycji emerytalnych i zaczynam nowy. Stąd taki, a nie inny tytuł tekstu, zapożyczony z opowiadania pana Andrzeja Sapkowskiego, jak zapewne wiele osób rozpoznaje:).

Co się dzieje?

Dzieje się wiele. W listopadzie sprzedałem około połowę akcji, zamknąłem pozycje w funduszach pieniężnych oraz na lokatach. Pieniądze już niebawem będę potrzebował na pokrycie wkładu własnego na nowe mieszkanie. Zgodnie z planem miało być to raczej w 2017r, ale wyszło inaczej. Cóż, nie wszystko da się zaplanować na 100%. W portfelu na chwilę obecną zostają jeszcze AMICA, część CD PROJEKT-u, DUON oraz poza giełdą Zortrax. Są to spółki, których nie opłacało mi się w tej chwili sprzedawać – kursy wszystkich są w trakcie małej korekty oraz, moim zdaniem, mają jeszcze co najmniej krótkoterminowy potencjał wzrostowy. Niestety i one pójdą „pod nóż” po Nowym Roku (chodzi również o przesunięcie płatności podatku).

Czy to już koniec?

Bynajmniej, to dopiero początek. Giełda to tylko jeden z klocków w mojej emerytalnej układance. Pamiętacie myśl Roberta Kiyosakiego z jednego z moich pierwszych wpisów? Abstrahując od oceny samej postaci tego kontrowersyjnego amerykańskiego milionera, jego życiowe motto o gromadzeniu aktywów przez zamożnych ludzi, jest dla mnie bardzo prawdziwe. W związku z tym, w celu osiągnięcia spokojnej finansowo, wcześniejszej emerytury, sprzedaję z zyskiem aktywa giełdowe, zawieszam comiesięczne wpłaty do IKE, biorę kredyt i kupuję inne aktywo – mieszkanie. Dotychczasowe mieszkanie, również będące aktywem, będzie wynajmowane, co dostarczy pieniędzy na szybszą spłatę kredytu.

Czy kredyty są złe?

Unikam bycia zadłużonym jak ognia. Kartę kredytową spłacam jak tylko wpływa nowa pensja. Nigdy nie kupiłem niczego na raty 0%. Miałem dotychczas w życiu dwa stosunkowo niewielkie kredyty: hipoteczny i na samochód, które spłaciłem jak najszybciej mogłem.

Powiedzmy sobie krótko i szczerze: zadłużanie się na rzeczy zbędne (gadżety, drogie wakacje, drogie ciuchy, pozornie potrzebny nam nowy sprzęt czy samochód itp) jest głupie. To wszystko są pasywa, które tylko zjadają nasze pieniądze i nie czynią nas zamożniejszymi. Czym innym jest zadłużanie się na zakup aktywów. To rodzaj inwestycji obliczonej na uzyskanie dochodu, choćby tylko potencjalnego. Smartfon pójdzie do kosza, samochód się zepsuje i straci na wartości, a mieszkanie można choćby przekazać kiedyś dzieciom czy wnukom budując ich zamożność. Tak więc kredyt hipoteczny wzięty na mądrą inwestycję uważam za dobry. Czy w takim razie istnieje kredyt hipoteczny na złą inwestycję? Zdecydowanie tak. Znów wrócę do dość starego wpisu, gdzie opisywałem regułę oszczędzania 60/40. Richard Jenkins, gość, który ją sformułował, napisał, że jeżeli 60% naszych dochodów nie jest w stanie pokryć naszych wydatków – w tym raty kredytu, oznacza to, że … żyjemy ponad stan i na przykład kupiliśmy mieszkanie na które nas w danym momencie życia nie stać. Właśnie, zaciąganie kredytu na mieszkanie na którego spłatę nas nie stać jest pomysłem złym. Kupujmy mieszkania na które nas stać i które jesteśmy w stanie spłacić przed czasem.

Portfel giełdowy powróci

Mimo, że poziom moich oszczędności pieniężnych zjedzie wkrótce niemal do zera (konta IKE będą moją poduszką bezpieczeństwa), zamierzam w przyszłym roku w niewielkiej skali reaktywować portfel giełdowy. W zależności od tego co stanie się na rynkach po rozpoczęciu podwyżek przez FED oraz pierwszych decyzjach gospodarczych naszego nowego rządu, postaram się znów poszukać swojej szansy na GPW albo może gdzieś dalej.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco z najnowszymi wpisami na blogu. Nie wysyłam spamu ani reklam!

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.