≡ Menu

Inwestuj w to co rozumiesz, czyli jak inwestować na giełdzie.

wykres_640Przeglądałem ostatnio stare papiery w segregatorach i historię transakcji na rachunku maklerskim. Jak ten czas szybko leci. Rachunek zakładałem w 2007r (a jakże, w samym szczycie hossy), ale dopiero od 2010r widać częstsze transakcje. Podobnie było z funduszami inwestycyjnymi. Gdy patrzę na ten cały chaos zleceń i nazwy niektórych spółek, to zastanawiam się, jak w ogóle udawało mi się coś wtedy zarobić. Przypominam sobie też, że moja przygoda z inwestowaniem w akcje wzięła się ze strat poniesionych w funduszach inwestycyjnych. Byłem bardzo sfrustrowany, ponieważ w ogóle nie miałem wpływu na to w co dany fundusz inwestuje i czy na tym zarabia. Przyznaję też, że bardzo niewiele na temat działania funduszy wiedziałem. Wszystko to złożyło się jednak na pewnego rodzaju doświadczenie, które zaprocentowało w przyszłości.

Jest takie powiedzenie, że ekspert, to taka osoba, która popełniła już wszystkie błędy w danej dziedzinie. Patrząc na siebie, myślę, że popełniłem bardzo dużo kosztownych błędów. Oceniam, że ich ilość pozwala mi już wyjść z kategorii tzw. giełdowych leszczy, ale do eksperta to jeszcze bardzo daleka droga. Nadal popełniam dużo błędów, część z nich świadomie – z powodu braku czasu, z lenistwa, z mojego podejścia do ryzyka. Ważne jednak, że na niektórych błędach się uczę, czego efektem i zapisem jest ten blog. Dzisiaj chciałbym napisać o mojej metodzie wyboru spółek do portfela, będącej efektem prób i błędów na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Jak inwestować na giełdzie? Ilu inwestorów, tyle opinii.

Czytając różne artykuły, książki czy wypowiedzi na forach spotkałem się z przynajmniej kilkoma podejściami do tematu. Jedni ludzie opierają się na analizie fundamentalnej i wybierają spółki filtrując WIG po niskich wskaźnikach C/Z, C/WK, wysokim ROE, niskim zadłużeniu itp. itd. Inni lubią analizę techniczną i wypatrują na wykresach odpowiedniego momentu na zakup danego waloru. Są również tacy, którzy polegają przede wszystkim na opiniach i rekomendacjach analityków oraz na tym co napisze prasa.

Metoda inżyniera Mamonia

Niezaprzeczalnie staram się być inwestorem fundamentalnym. Nie znam, nie lubię, co nie znaczy, że nie szanuję analizy technicznej. Jednak podstawowym narzędziem mojej analizy jest logika i zdrowy rozsądek. Pewnego dnia „odkryłem Amerykę”, że spółki na których mogę zarobić, minimalizując przy tym ryzyko, to takie które dobrze znam z życia codziennego i których działalność jest dla mnie jasna. Dlaczego jest to takie ważne? Oczywiście dlatego, że w ten sposób, na podstawie danych makroekonomicznych i wiadomości napływających z globalnych i lokalnych rynków, jestem w stanie choć trochę przewidzieć przyszłą kondycję spółki. Jeżeli wiem czym zajmuje się spółka, co wpływa na jej koszty, a co na zyski, jeżeli mam opinię na temat zarządu spółki, jeżeli znam ogólną koniunkturę w danej branży, mogę uniknąć wielu błędów i zminimalizować ryzyko inwestycji.

Weźmy jako przykład Budimex. Nie ma chyba tygodnia, żeby nie pojawiła się informacja, że Budimex wygrał przetarg A czy przetarg B. Jasne jest, że spółka będzie korzystać z drugiej fali funduszy europejskich na inwestycje infrastrukturalne. Prezes wypowiada się w mediach w sposób otwarty i realistyczny, nie mami inwestorów wizjami szklanych domów;) W miarę jasne jest, że zawirowania walutowe nie powinny wpływać na kondycję spółki. Brak Skarbu Państwa w akcjonariacie jest również dużym plusem. Zobaczcie, że wszystko to są informacje miękkie, nie poparte jeszcze danymi finansowymi, ale już dające pewien obraz spółki. Co z tego, że obiekt naszej inwestycji ma niskie C/WK czy atrakcyjne ROA, skoro nie mamy bladego pojęcia jak będzie za pół roku! Bez podstawowej znajomości realiów spółki jesteśmy wystawieni na ogromne ryzyko.

Czy kupiłbyś produkt swojej spółki?

Lubię też identyfikować się z moimi spółkami. Muszę uważać ich produkty za wartościowe i godne polecenia. Jak można przecież inwestować w coś do czego nie ma się przekonania? Przypominam, że ja inwestuję w realne spółki, a nie w jakieś abstrakcyjne akcje. Przykłady? Proszę bardzo: kupiłem Wiedźmina 3 CD Projektu i uważam, że to genialna gra (podobnie było z 1 i 2 częścią), rachunek za energię płacę w Duonie, mam w domu sprzęty Amiki i jestem z nich zadowolony, gdybym miał telewizję – wybrałbym Cyfrowy Polsat, ze względu na oszczędności w połączeniu z innymi mediami, gdybym kupował ubezpieczenie AC to w PZU, bo mam do nich zaufanie. Zobaczcie o ile łatwiej inwestuje się mając wyrobione zdanie na temat tego co dana firma wytwarza. Po co polegać na opinii innych? Tyle teraz marketingowego kłamstwa w internecie.

 

Inwestowanie na giełdzie to ciężki kawałek chleba. Jeżeli jednak zaangażujemy w ten proces nasze szare komórki i poświęcimy pewną część swojego wolnego czasu, to jest duża szansa, że osiągniemy sukces. I tego sobie i Wam życzę, szczególnie w tak niesprzyjających warunkach jakie panują w tej chwili na naszej giełdzie.

 

Przeczytaj również:

Giełdowe złote myśli lekarstwem na kryzys emocjonalny inwestora

Portfel giełdowy 06.2015

 

 

[informacja color=”szary”]Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715).
Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.[/informacja]

 

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco z najnowszymi wpisami na blogu. Nie wysyłam spamu ani reklam!

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.