≡ Menu

Paradoks decyzyjny. Kiedy więcej nie znaczy lepiej.

Jestem świeżo po lekturze klasycznej książki o inwestowaniu „Psychologia Inwestowania” Johna R. Nofsingera. Większość doświadczonych inwestorów pewnie czytała to już co najmniej 10 lat temu, więc świeżością tematu nie zabłysnę, ale wierzę, że jest jeszcze parę osób które tego nie znają. Generalnie kolejka książek, które chciałbym przeczytać stale się wydłuża, a tematyka giełdowa przegrywa z kretesem z innymi gatunkami. Ostatnio na tapecie był Szczepan Twardoch, a teraz biografia Tony’ego Halika:) Czasami uda mi się jednak wepchnąć bez kolejki jakąś pozycję o inwestowaniu i wtedy powstaje pomysł na artykuł na blogu:)

Nie będę pisał recenzji ani opinii o książce Nofsingera, ale wykorzystam ją jako pretekst do jednego, a być może kilku wpisów na temat tez w niej zawartej. Tez dotyczących emocji i zachowań osób inwestujących pieniądze na giełdzie lub w funduszach inwestycyjnych. A tak przy okazji: całą książkę warto przeczytać, bo psychologia inwestowania to bardzo ciekawa dziedzina, dużo bardziej niż analiza finansowa:).

Tematem na dziś będą dylematy związane z podejmowaniem decyzji o przystępowaniu do planów emerytalnych oraz problemy przy wyborze konkretnego rozwiązania.

Kontekst decyzyjny

To w jakiej sytuacji podejmujemy wybór może być kluczowe do podjęcia przez nas konkretnej decyzji. Jeżeli w danym temacie nie mamy silnie wyrobionej opinii albo inaczej mówiąc nie wiemy czego chcemy, łatwo sterować naszym wyborem. W jednym z rozdziałów autor przytacza przykład systemu uzyskiwania zgody na pobranie organów do przeszczepu od ofiar wypadków komunikacyjnych. W niektórych krajach pozytywna decyzja w tej sprawie wymaga złożenia specjalnego oświadczenia i tam odsetek dawców jest niski – wynosi około 1/4 kierowców. Z drugiej strony są państwa, gdzie każdy kto otrzymuje prawo jazdy jest automatycznie zapisywany jako potencjalny dawca, a pisemnego oświadczenia wymaga nie wyrażenie zgody. Jak nietrudno się domyślić, zdecydowana większość nie robi tego. Niby taka ważka decyzja, a największy wpływ na jej podjęcie ma lenistwo lub brak doinformowania.

Z tego doświadczenia wyraźnie korzystali twórcy tfu „reformy” OFE w roku 2014. Pieniądze każdego obywatela z automatu miały przejść z OFE do ZUS-u. Jeżeli ktoś nie chciał wyrazić na to zgody i wolał, żeby część oszczędności została jednak w prywatnym systemie, musiał złożyć specjalne pisemne oświadczenie. Zrobiło tak jedynie 15%. Domyślacie się na pewno ile byłoby w sytuacji odwrotnej i dlaczego rząd tego nie zrobił.

Podobny mechanizm (tym razem wg. mnie w kontekście pozytywnym) ma zostać zastosowany w 2018r przy powstaniu nowych Pracowniczych Programów Emerytalnych, w ramach odświeżonego trzeciego filaru systemu emerytalnego. Do nowego systemu każdy będzie zapisany automatycznie, ale będzie mógł się na własne życzenie wypisać. Większości nie będzie się chciało. Zakład?

Paradoks – dlaczego więcej może znaczyć gorzej?

W kontekście prywatnych programów emerytalnych Nofsinger podaje jeszcze jedną obserwację. Chodzi o mnogość wyboru funduszy w ramach tych programów, która wcale nie sprzyja podejmowaniu decyzji. W jego książce, a także w kilku innych pozycjach, przytaczany jest przykład klienta supermarketu mającego do wyboru 24 rodzaje dżemu. Klienta tak przytłoczonego możliwością wyboru, że często odchodzi od półki z pustym koszykiem.

Przykład z dżemami zupełnie nie przemawia do mojej wyobraźni. Ja zamknąwszy oczy widzę wielki regał z piwami rzemieślniczymi, z których wyborem rzeczywiście często mam problem. Jeżeli nie znam większości marek (nie jestem koneserem), nazwy nic mi nie mówią, ceny są podobne, to tylko moja silna chęć napicia się piwa sprawia, że coś ostatecznie kupuję. Decyzję podejmuję również dlatego, że poza stratą 5zł nie grożą mi żadne konsekwencje.

Co innego na przykład z wyborem konta IKE w funduszach inwestycyjnych. Tu w grę mogą wchodzić oszczędności życia! W moim ostatnim Rankingu kont IKE w TFI 2016, jedną z kategorii jest wybór funduszy. Im większa ich ilość tym (wzorem wszystkich rankingów) wyższa punktacja. Już wtedy, będąc przed lekturą książki, zwróciłem uwagę, że tego typu podejście być może jest błędne. Spójrzcie na przykładową ofertę Union Investment wycenianą w rankingach bardzo wysoko:

Czy dla przeciętnego klienta TFI, którym przecież może być każdy: pielęgniarka, adwokat, profesor chemii, kierowca, dyrektorka szkoły, handlowiec, dentystka, te nazwy w ogóle coś oznaczają?? Każde z nich jest wykształconym fachowcem w jakiejś dziedzinie, a mimo to większość z nich nie będzie wiedziała co z tą listą funduszy zrobić.

Takie przedstawienie oferty może jarać blogerów finansowych, ale dla większości, którzy i tak mają opory, żeby zacząć oszczędzać na emeryturę, może to być dodatkowo odstraszające.

Na szczęście wiele firm inwestycyjnych dostrzegło ten paradoks i wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów stworzyło specjalne programy oznaczone czytelnymi etykietkami: agresywny, konserwatywny, zrównoważony, po których każdy może się zorientować jak będą inwestowane jego pieniądze i jakie jest ryzyko.

Patrząc w perspektywie najbliższych lat, kiedy to decyzje związane z prywatnymi inwestycjami emerytalnymi dotkną klienta masowego, w postaci kilkudziesięciu procent społeczeństwa, istotne będzie zadbanie o odpowiednią formę tego nowego III filara. A więc po pierwsze automatyzm zapisywania się i przekazywania składki, po drugie bardzo czytelny i ograniczony wybór planów inwestycyjnych.

Zapisz się na newsletter i pobierz bezpłatny poradnik o dywidendach. Żadnego spamu ani reklam, tylko informacje o wpisach na blogu.

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.