≡ Menu

7 grzechów głównych inwestora – na bazie własnych doświadczeń.

greedKto nie popełnia błędów najczęściej stoi w miejscu i nic nie robi. W nieświadomym ich popełnianiu nie ma nic złego, pod warunkiem, że wyciągamy z nich późniejsze wnioski i za którymś tam razem staramy się ich unikać. Nie na darmo przecież każdy poradnik początkującego inwestora sugeruje założenie dziennika inwestycji, gdzie zapisujemy swoje transakcje, ich okoliczności i emocje temu towarzyszące. No właśnie, emocje. Im dłużej jestem na rynku, tym bardziej dochodzę do wniosku, że mają one kluczowe znaczenie dla osiąganych wyników. To właśnie psychika inwestora może być jego największym sprzymierzeńcem albo wrogiem. Tak zdecydowanie było i jest w moim przypadku. Dziś chciałbym się podzielić refleksją na temat moich dotychczasowych błędów w inwestowaniu wynikających nie z tego co działo się na rynku, ale z tego co działo się w mojej głowie.

1. Chciwość

Po co inwestuję pieniądze na giełdzie? Mało jest chyba ludzi, którzy odpowiedzieliby na to pytanie inaczej niż: żeby mieć ich jeszcze więcej. Więcej i jeszcze więcej: dolarów, złotówek, procentów zysku. Im więcej zarabiam tym szybciej bije mi serce, a w głowie pojawiają się kolejne progi do osiągnięcia. Jeszcze tylko 10 tys. albo niech kurs spółki X wzrośnie do wartości Y to sprzedam, ale zamiast tego poprzeczka idzie jeszcze wyżej. Nie stawiam sobie jasnych ram wyjścia z inwestycji myśląc, że zarobię dużo, najwięcej, a potem przechytrzę rynek i sprzedam na samej górce.

To uczucie towarzyszy mi w inwestowaniu zawsze. Nie jestem w stanie wskazać konkretnej sytuacji czy transakcji pokazującej, że przyczyniło się negatywnie do wyniku inwestycji. Jest stale we mnie obecne i stale z nim walczę ponieważ uważam je za szkodliwe. Raz wygrywa, raz przegrywa. Na szczęście ostatnio częściej to drugie.

2. Nadmierna pewność siebie

Jestem doświadczonym inwestorem;) Przeczytałem 3 książki o giełdzie, regularnie czytuję Parkiet, a nawet należę do SII. Znam się nieźle na analizie fundamentalnej i nawet trochę na technicznej. Jednym słowem wiem co robię i raczej się nie mylę. Dlatego spółki z mojego portfela będą rosnąć i na pewno nie są przewartościowane. Nawet jak spadają to tylko chwilowo, zaraz się odbiją. Mniej więcej tak może pomyśleć część z nas, a im dłużej jesteśmy na rynku tym większa pokusa tego typu myślenia.

Takie optymistyczne myślenie i przekonanie o swojej racji ma oczywiście swoje dobre strony, ale prowadzi też do pułapek. Niedawny przykład: PZU. Przed dywidendą dokupiłem akcji po około 420PLN. Byłem przekonany, że nie ma szans, że kurs nie dojedzie do 450PLN przed odcięciem oraz, że tuż po nim szybko odbije. A tu nic. Dywidendę skasowałem, ale wyszedłem na zero. Dopiero wiadomość o rezygnacji z przejęcia BPH uratowała mnie i kurs ruszył w górę, w przeciwnym wypadku mogłoby być słabo, przynajmniej w krótkim terminie.

3. Niechęć do przyznania się do porażki i popełnienia błędu

Kurs akcji spółki spada? Pojawił się kiepski raport? Jak to? Niemożliwe. To tylko przejściowe problemy, przecież prezes uspokaja, że będzie dobrze. Jestem inwestorem długoterminowym, drobne potknięcia i krótkoterminowe spadki niewiele dla mnie znaczą. Ja przecież inwestuję w perspektywie kilku lat.

W ten sposób jechałem ładnych kilka miesięcy na słynnym Cormay-u. Naprawdę uwierzyłem w bajki prezesa Tuory jak dziecko. Nie czytałem raportów, ignorowałem przesuwanie debiutu mitycznego BlueBoxa. Wciąż wierzyłem, że będzie dobrze, bo przecież to będzie taki hit, a mnie uczyni bogatym:), a kurs spadał i spadał. W oczach zamiast inteligencji miałem złotówki – vide Chciwość.

4. Emocjonalne przywiązanie się do swoich spółek

Portfel moich spółek radzi sobie bardzo dobrze. Są wśród nich lokomotywy dające dużo zysku, ale nawet te które od miesięcy stoją w miejscu, kiedyś w końcu ruszą do góry. Przecież to takie fajne i dobre spółki. Spędziłem na ich analizie dużo czasu, więc nie mogę się mylić. Jest za dobrze i od pewnego czasu przychodzi mi do głowy takie myślenie czy aby na pewno to są najlepsze wybory czy czegoś nie przeoczyłem i czy fakt, że mam takie optymistyczne nastawienie do moich spółek mnie nie zaślepia, nie pozwalając dojrzeć zbliżających się zagrożeń. Z drugiej strony jak tu nie przywiązywać się do spółek, kiedy długoterminowe inwestowanie zakłada minimum 2-3 letni okres trzymania papierów w portfelu? To takie sprzeczne emocje, które trzeba jak najmądrzej rozstrzygnąć, żeby nie popełnić błędu.

5. Lenistwo

W co by tu zainwestować? Nie mam pojęcia, trochę się nie znam, a nie chce mi się czytać tych raportów i newsów w internecie. Ooo, analitycy polecają TOP 5 spółek wzrostowych na październik albo: o! to jest fajna spółka, na pewno ma perspektywy – kupię trochę. Piszą, że jest 30% potencjał zarobku.

Poleganie na rekomendacjach osób trzecich albo zdawkowych newsów z mediów bywa przydatne przy wyborze spółek, ale jeżeli nie jest później poparte własną analizą może być niebezpieczne. Mój przykład: Ursus, początek roku 2013r. Spółka miała rewelacyjny rok 2012, istniała spora szansa, że kultowa marka traktorów ponownie zawojuje przynajmniej część naszego rynku. A tu nagle skończyły się pieniądze z Unii Europejskiej, konkurencja była silna i przychody zaczęły spadać, a ja czekałem i traciłem. Na szczęście przyszła informacja o kontrakcie z Etiopii, którą wykorzystałem do odrobienia większości strat sprzedając na lokalnej górce jesienią. Tym razem miałem szczęście. Gdybym nie był wtedy leniwy i lepiej przyjrzał się spółce i realiom rynku, nie kupiłbym jej.

6. Panika

Ratuj się kto może, kurs spada dziś o 5%, a wczoraj też był na minusie! Trzeba sprzedawać, taki wolumen transakcji, więc musi być coś na rzeczy. Czy są jakieś informacje o przyczynach spadku? Na pewno są, ale znane tylko insiderom.

Takie sytuacje to u nas na małych i średnich spółkach codzienność. Akcje spółek podskakują i opadają jak piłeczki na falach spekulacji. Niby nie ma powodów do paniki, ale przy większych niż 3-5% spadkach, ludziom puszczają nerwy (i stop lossy). Czasami robi się z tego mała lawina, która zatrzymuje się dopiero po kilku sesjach i nagle wszystko wraca z powrotem do normy. Niestety, z ostatnich kilku lat inwestowania na GPW nauczyłem się, że jeżeli fundamenty się zgadzają, to należy trzymać nerwy na wodzy. Sprawdza się w powiedzmy 8 na 10 przypadków.

Ja chciałbym się jeszcze „pochwalić” innym przejawem paniki z życia wziętym. CD Projekt, początek grudnia 2014r, kurs w okolicach 17,5PLN. Niby jestem dużo do przodu (kupowałem po 6PLN z groszami), o grze Wiedźmin 3 wiem bardzo dużo i jestem niemal pewny jej sukcesu, ale gdy po jednej z sesji pada informacja o ponownym przełożeniu premiery, czuję się zdruzgotany. W przypływie paniki i trochę hazardu wystawiam wszystko PKC, żeby sprzedało się na otwarciu kolejnego dnia. Liczę się z kilkudziesięcioprocentowymi spadkami jak to miało miejsce kilka miesięcy wcześniej. Zgodnie z przewidywaniami kurs leci w dół, ale zaraz potem… odbija w górę. Reflektuję się po kilku godzinach i odkupuję tracąc około 6%. Co za wstyd;)

7. Skłonność do hazardu – spekulacja

Od czasu do czasu pojawia się we mnie chęć do wykorzystania co bardziej dramatycznych przecen na niektórych nawet dobrych spółkach. Trudno wyjaśnić co człowieka ciągnie do takich zachowań, mimo, że przeszłe doświadczenia wskazują, że spekulacja bywa niebezpieczna i kosztowna.

Ostatni taki (na szczęście niedoszły) przykład to Energa. Gdzieś mniej więcej latem tego roku spółka znalazła się w okolicach 21PLN, po długim okresie spadku ze szczytu 26PLN. Bardzo mnie kusiło, żeby wejść w ten papier, tak mocno przecież przeceniony. Były oczywiście ryzyka polityczne, ale przecież już w cenie. Cały czas Energa była spółką dywidendową ze stabilnym źródłem przychodów. Gdybym złapał ten spadający nóż, byłbym dziś 20% do tyłu. Na szczęście moja silna wola powstrzymała mnie przed błędem – tym razem. Idę o zakład, że to nie ostatnia taka pokusa i trudno powiedzieć czy kolejnym razem nie wygra. Teraz marzy mi się zarobek na przecenionych bankach z WIG20 – obym się powstrzymał:)

Wpis zatytułowałem dość pompatycznie, co jednak zdecydowanie nie oznacza, że wspomniane zachowania są jedynymi i najważniejszymi jakie mogą spotkać osoby inwestujące na rynkach finansowych. Jeżeli macie jakieś swoje inne przemyślenia to zachęcam do komentowania posta.

Przeczytaj także: Złote myśli Warrena Buffeta lekarstwem na emocje inwestorów

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco z najnowszymi wpisami na blogu. Nie wysyłam spamu ani reklam!

lista mailingowa B2B obsługiwana jest przez FreshMail

Comments on this entry are closed.